Rodzimy się z ufnością do życia, do ludzi, lecz z biegiem lat wszystko się zmienia. Czasami powoli, metodycznie poprzez drobne konflikty, a kiedy indziej drastycznie szybko niczym lawina zmiatając wszelaką ufność do ludzi. Dlaczego życie ma być wieczną szarpaniną i przepychanką, dlaczego nie pozwala na bezkonfliktowe rozwiązania? Bo natura ludzka sprowadza się do Ja, moje , dla mnie! Takie narcystyczne podejście zawsze w otoczeniu powoduje kiełkowanie niechęci, zazdrości, automatycznego przeciwstawiania się.
Więc żyjemy w odwiecznym konflikcie i rywalizacji, kto będzie miał większy telewizor, samochód, metraż. Chcąc mieć to wszystko zaczyna się coraz usilniej myśleć o trzech zasadach narcyzmu, depcząc innych po drodze . I tak powstaje dominacja, potocznie nazywana przedsiębiorczością, wszelkie zło w padole potu i krwi wysysanej z jeszcze nieświadomej siły roboczej. Zaspakajając swoje potrzeby stajemy się ślepi na potrzeby innych, na ich nieme wołania o pomoc i szczere zrozumienie. Tak robi większość, a czy większość może się mylić?
Ludzka cierpliwość jest jak gumka recepturka, która z czasem pęka pod naporem pytań, potrzeb powstających z braku środków do godnej egzystencji. Człowiek wybucha jak supernowa tworząc nowe JA, uodpornione na ciosy które wcześniej powodowały cierpienie i okaleczenie sumienia. Czasami jednak zapada się jak czarna dziura, pielęgnując w sobie nienawiść do innych i litość dla samego siebie. Dwie postacie, różne zachowania jak w bajce Tolkiena o pewnym hobbicie, o jakich to wspominam nie powiem. Kto czytał, ten się powinien domyślić o kim mowa.
Czy to są dywagacje, czy może spójne przemyślenia ? Kto to wie…