Za wiele w nas bólu, co sączy się do serca jadem by móc iść z podniesionym czołem
Za mało w nas odwagi i siły by skoczyć w nieznane, poddać się i unieść ponad to kłębowisko krzyku.
Skurczony leżę, a me lica blade zaorane łzami gaszą płomień życia, odpychając nadzieję, że jak fenix powstanę i me światło ujrzysz nim zagaśnie…
Czy to jest kwilenie, czy to jest wołanie, ile z człowieka po tym wszystkim we mnie zostanie?
Nim niemy krzyk me płuca rozerwie, a lód zabije we mnie człowieka.
Ciemność walczy we mnie ze światłem, diabeł zatapia swe kły w aniele szarpiąc zaciekle moje wspomnienia
Patrzę na zegar, nim czasu mi zbraknie czekam na słowo, co ślad za mną pozaciera…
Zgodnie z tekstem pewnej piosenki “gdybym tylko mógł wejść w układ z Bogiem” poprosił bym go o inne życie, w zamian za te złamane.
——————————————————————-
To napisałem jakiś czas temu, przypomniałem sobie o tym jak posłuchałem Placebo w piosence Running up that hill. Zadziwiające jak podatny jestem na muzykę, czasami czuję ją w samym środku, chcąc wtedy wyć lub tańczyć w zależności od tego, co muzyka wraz z sobą niesie.
Niedługo walentynki. Zadziwiające jest to że do te pory nie dostrzegałem tego święta, zresztą jak wielu innych. Ale z nowym rokiem postanowiłem wiele rzeczy, które mam nadzieję zrealizować w najbliższych latach. Rada dla wszystkich czytających te przemyślenia obłąkanego człowieka, życie jest za krótkie aby kwilić, trzeba powstać aby kiedyś stanąć przed kolejnym wyborem, tym razem może szczęśliwym.
Padłeś? powstań!