Napisane przez: seekator | wrzesień 3, 2007

Koci sabotaż

Z dziennika kowala tudzież magika i wsiego szamana…

Drugi września roku pańskiego dwa tysiące siódmego. Jegomość imć Jan Kowalski Potrzebowski, dzierżąc stalowe pudło otworzył wrota mej kuźni informatycznej.

Sapiąc na progu z nietęgą miną oświadcza, iż jego magiczne pudełko nie działa. Dlaczego? Nie wie.

Kładąc ostrożnie denata na boku zerkam do środka.

-Czy coś pan wylał na trzewia tego czarciego pudełka ?

- Nie, a jakby to można tak było?! Rano podchodzę, przyciskam a tu… nic. Ratujże mości panie!

Zerkam, wącham smród truposza. Dotykam bebechów. Czuję, że wilgoć spowija środek .

-Pali pan?

-Eee , a gdzieżby!

Daję służce do zwąchania część, a ta kolor lica zmienia , oczy wybałusza i chyli się do tyłu.

Mówię.

-Panie Potrzebowski, jest mokro w środku, samo się nie zrobiło i ten zapach!

Kręci się, zerkając na truposza, mruczy niezrozumiale.

-Mam koty w domu, ale co one mają do tego?!

Sumując fakty, odskakuję od blaszaka, parskam, prycham ręce osuwając przed siebie…

-No to wiemy czemu mokro w środku, dzięki Bogu , że na wąchaniu stanęło. Kot zasikał elektronikę.

Potrzebowki zdumiony wybąkuje:

-Niemożliwe! Ale jak?

-Nie wiem , może ćwiczy jogę. Patrzę z przerażeniem na pudło… -Płyta do wymiany, pamięci też. No i myjnia obowiązkowa. Reszta może sprawna o ile Bóg łaskawy będzie.

Tak się kończy historyja o czarcim wybryku. Jak długo żyje, czegoś takiego wcześniej nie widziałem. Historia prawdziwa, nieco w zmienionej formie.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie