Jestem promieniem w twoich lustrach, błyskiem w kroplach deszczu
Smakiem wina na ustach, kimś kto przygląda się z daleka temu…
Człowiekiem , czy cieniem? Pustką, czy energii nektarem?
Echem czegoś co juz nie istnieje, wpomnień których już nie ma wcale…?
Umrę trzymając cię za rękę, smiejąc się przy śniadaniu
patrząc jak zasypiasz , nie budząc się już bo zanika to z czasem trwale …
Kiedy umierają wspomnienia
Napisane w Osobiste | Tagi:Girl called Eddy
Windows Live writer – blogowanie unplugged
Pisać każdy może. Jeden lepiej, drugi trochę gożej…. Tak jest właśnie z edytorami blogów i ich autorami. Przeglądając materiały o Joomli, natknęłem się na coś takiego jak Blogg-x do edycji offline zawartości strony. Pisząc co jakiś czas na WordPress, zastanawiałem się czy i tu nie da się znaleźć czegoś co by ułatwiło choć odrobinę życie bloggera
Po drobnych poszukiwaniach znalazłem Windows Live Writer, rewelacyjne narzędzie do redagowania bloga. Posiada ciekawy zestaw pluginów wspomagających pisanie,aczkolwiek nie posiada natywnego wsparcia dla polskiej pisowni. Ale i na to jest panaceum w postaci plików słownika z The Bat, alternatywnego klienta poczty.
Tak więc po drobnych zabiegach przystosowawczych program uruchomiłem, czego jest efektem ten tekst.
Napisane w Z życia serwisanta | Tagi:blog, edytor, windows live writer
Recepturkowa osobowość.
Rodzimy się z ufnością do życia, do ludzi, lecz z biegiem lat wszystko się zmienia. Czasami powoli, metodycznie poprzez drobne konflikty, a kiedy indziej drastycznie szybko niczym lawina zmiatając wszelaką ufność do ludzi. Dlaczego życie ma być wieczną szarpaniną i przepychanką, dlaczego nie pozwala na bezkonfliktowe rozwiązania? Bo natura ludzka sprowadza się do Ja, moje , dla mnie! Takie narcystyczne podejście zawsze w otoczeniu powoduje kiełkowanie niechęci, zazdrości, automatycznego przeciwstawiania się.
Więc żyjemy w odwiecznym konflikcie i rywalizacji, kto będzie miał większy telewizor, samochód, metraż. Chcąc mieć to wszystko zaczyna się coraz usilniej myśleć o trzech zasadach narcyzmu, depcząc innych po drodze . I tak powstaje dominacja, potocznie nazywana przedsiębiorczością, wszelkie zło w padole potu i krwi wysysanej z jeszcze nieświadomej siły roboczej. Zaspakajając swoje potrzeby stajemy się ślepi na potrzeby innych, na ich nieme wołania o pomoc i szczere zrozumienie. Tak robi większość, a czy większość może się mylić?
Ludzka cierpliwość jest jak gumka recepturka, która z czasem pęka pod naporem pytań, potrzeb powstających z braku środków do godnej egzystencji. Człowiek wybucha jak supernowa tworząc nowe JA, uodpornione na ciosy które wcześniej powodowały cierpienie i okaleczenie sumienia. Czasami jednak zapada się jak czarna dziura, pielęgnując w sobie nienawiść do innych i litość dla samego siebie. Dwie postacie, różne zachowania jak w bajce Tolkiena o pewnym hobbicie, o jakich to wspominam nie powiem. Kto czytał, ten się powinien domyślić o kim mowa.
Czy to są dywagacje, czy może spójne przemyślenia ? Kto to wie…
Placebo. Czyżby nowa moja nirwana?
Są piosenki które wywołują u mnie melancholię, jak ta poprzednio opisywana, która spowodowała że zapętliłem się przy niej na dwa dni. Dwa dni słuchania tylko jednej piosenki…gdybym tylko mógł…
Myślę, że tu nie ma nic dziwnego, bo aby poznać charakter utworu trzeba się weń wsłuchać, i to dosłownie. Nie mówię tu o muzyce przy goleniu czy sprzątaniu. Mówię o poddaniu się całkowitym dźwiękom, pozwolić się im unieść i wywoływać obrazy w głowie, o jakich nie mieliśmy pojęcia. To zupełnie jak autorski teledysk, taka własna projekcja pod dyktando nut. Jedyne skojarzenie jakie mi przychodzi do zobrazowania tego co się dzieje z człowiekiem, to chyba taniec Indian. Wieczorem , przy płonącym ognisku.
Teraz lekko dynamiczniej, z małym przytupem (mówię o wersji studyjnej) Infra Red. Dziś z wielu powodów czuję się jak lokomotywa i to pędząca w dobrym kierunku.
I will be the one to make you crawl
So I came down to write you an unhappy birthday Someone call the ambulance
There’s going to be an accident
I’m coming up on infra red
There is no running that can hide you
Cos I can see in the dark
I’m coming up on infra red
Forget your running I will find you
One more thing before we start the final face-off
I will be the one to watch you fall
So I came down to crash and burn
Your beggars banquet
Someone call the ambulance
There’s going to be an accident
I’m coming up on infra red
There is no running that can hide you
Cos I can see in the dark
I’m coming up on infra red
Forget your running I will find you
(Find you)
Someone call the ambulance
There’s going to be an accident
I’m coming up on infra red
There is no running that can hide you
Cos I can see in the dark
I’m coming up on infra red
Forget your running I will find you
Cos I can see in the dark
I’m coming up on infra red
There is no running that can hide you
Cos I can see in the dark
I’m coming up on infra red
Forget your running I will find you
I’ll find you
I’ll find you
autor słów utworu: Brian Molko
kompozytor: Placebo
Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że jest to destruktywna piosenka. Niosąca się za mną jak tuman kurzu. Czasami mam w sobie pragnienie niszczenia, bycia jednym z jeźdźców apokalipsy. Czemu? Właśnie czemu…?
Napisane w Uncategorized | Tagi:Infra Red, placebo
Czy to jest kwilenie , czy to jest wołanie…
Za wiele w nas bólu, co sączy się do serca jadem by móc iść z podniesionym czołem
Za mało w nas odwagi i siły by skoczyć w nieznane, poddać się i unieść ponad to kłębowisko krzyku.
Skurczony leżę, a me lica blade zaorane łzami gaszą płomień życia, odpychając nadzieję, że jak fenix powstanę i me światło ujrzysz nim zagaśnie…
Czy to jest kwilenie, czy to jest wołanie, ile z człowieka po tym wszystkim we mnie zostanie?
Nim niemy krzyk me płuca rozerwie, a lód zabije we mnie człowieka.
Ciemność walczy we mnie ze światłem, diabeł zatapia swe kły w aniele szarpiąc zaciekle moje wspomnienia
Patrzę na zegar, nim czasu mi zbraknie czekam na słowo, co ślad za mną pozaciera…
Zgodnie z tekstem pewnej piosenki “gdybym tylko mógł wejść w układ z Bogiem” poprosił bym go o inne życie, w zamian za te złamane.
——————————————————————-
To napisałem jakiś czas temu, przypomniałem sobie o tym jak posłuchałem Placebo w piosence Running up that hill. Zadziwiające jak podatny jestem na muzykę, czasami czuję ją w samym środku, chcąc wtedy wyć lub tańczyć w zależności od tego, co muzyka wraz z sobą niesie.
Niedługo walentynki. Zadziwiające jest to że do te pory nie dostrzegałem tego święta, zresztą jak wielu innych. Ale z nowym rokiem postanowiłem wiele rzeczy, które mam nadzieję zrealizować w najbliższych latach. Rada dla wszystkich czytających te przemyślenia obłąkanego człowieka, życie jest za krótkie aby kwilić, trzeba powstać aby kiedyś stanąć przed kolejnym wyborem, tym razem może szczęśliwym.
Padłeś? powstań!
Napisane w Osobiste | Tagi:placebo, przemyślenia, walentynki, wiersze
Back To the past…
Nie wiem dlaczego, ale słuchając radia czy mtv podobnych stacji odczuwam pewnego rodzaju niedosyt, tylko czasami zaspokojony rodzynkami które udaje mi się opublikować na stronie. Niekiedy w myślach dziękuje rodzicom, że miałem szansę dorastać w czasie takich hitów jak Running up that hill. Takich kawałków jest mnóstwo, więc będę musiał odwalić niezłą krecią robotę aby je wykopać… W oryginale śpiewała Kate Bush, ale ostatnio dokopałem się covera zrobionego przez Placebo. Podoba mi się równie co w starym wykonaniu, ale Kate i tak jest nie do pokonania
Więc rozpoczynam serię powrotu do przeszłości.
Running up that hill
(yeah yeah yo)
You wanna feel how it feels?
(yeah yeah yo)
You wanna know know that it doesn’t hurt me?
(yeah yeah yo)
You wanna hear about the deal that I’m making?
(yeah yeah yo)”If I only could, I’d be running up that hill.
If I only could, I’d be running up that hill.”
You, you and me.
And if I only could, I’d make a deal with God,
And I’d get him to swap our places,
Be running up that road,
Be running up that hill,
Be running up that building.
If I only could, oh…You don’t wanna hurt me,
(yeah yeah yo)
But see how deep the bullet lies.
(yeah yeah yo)
Unaware that I’m tearing you asunder.
(yeah yeah yo)
There is thunder in our hearts, baby.
(yeah yeah yo)
Is there so much hate for the ones we love?
(yeah yeah yo)
Tell me, we both matter, don’t we?
(yeah yeah yo)”If I only could, I’d be running up that hill.
If I only could, I’d be running up that hill.”
You, you and me.
You and me, won’t be unhappy.
And if I only could, I’d make a deal with God,
And I’d get him to swap our places,
Be running up that road,
Be running up that hill,
Be running up that building,
If I only could, oh…C’mon, baby, C’mon darling,
Let me steal this moment from you now.
C’mon, angel, c’mon, c’mon, darling,
Let’s exchange the experience. (oh-ooh)And if I only could, I’d make a deal with God,
And I’d get him to swap our places,
Be running up that road,
Be running up that hill,
With no problems.
And if I only could, I’d make a deal with God,
And I’d get him to swap our places,
Be running up that road,
Be running up that hill,
With no problems.
“If I only could, I’d be running up that hill.
If I only could, I’d be running up that hill.”
A teraz z innej beczki – Moblink i problem z Comodo Firewall
Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwym posiadaczem Blueconnect’u i modemu UMTS Merlin U530. Szczęście nie trwało długo. Od jakiegoś czasu pojawiły się problemy z połączeniem przez Moblink (aplikacja firmy Novatell). Przy uruchamianiu menadżera wyskakiwał błąd forms initialization error, ale aplikacja pozwalała uruchomić internet. Błąd aplikacji też wyskakiwał przy zamkniętym połączeniu i próbie wejścia do Menu, kończyło sie to zamknięciem programu. Winowajcą okazał się moduł aplikacji Comodo, a dokładniej cmdagent.exe monitorującego aktywność oprogramowania na komputerze użytkownika.
Cóż, rozwiązanie okazało się proste, Comodo poszło do kosza (choć osobiście uważam go za najlepszą darmową alternatywę dla ochrony), zastąpiłem go inną darmową aplikacją, Online Armor. Z jakim efektem? Przekonam się za jakiś czas.
Sprostowanie:
Odpowiedzialny był modów Comodo, po aktualizacji do najnowszej wersji wszystko powróciło do normy. A Online Armor poszło do kosza za częste BSOD.
Napisane w Z życia serwisanta | Tagi:blueconnect, cmdagent.exe, comodo, error, firewall, forms initialization, moblink, nextgen, problem
Vanilla Sky, grupa przez którą o mało nie dostałem czkawki
W życiu nauczyliśmy się, że odgrzewane rzeczy zwykle są gorsze, to już nie to samo…
Wyjątkiem mogą być przykłady filmów Ojciec Chrzestny czy Obcy, gdzie sequel’e były jeszcze lepsze. W muzyce też zdarzaj a się takie rodzynki, choć może w tym przypadku to raczej ciekawostka niż rodzynek. Rihanna z swoją Umbrela strasznie mnie drażniła, na jej widok łapałem w ataku szału za pilota nerwowo szukając następnego kanału. Podobnie reaguję słysząc rozgłośnię pewnego pana z Torunia :/ Najpierw mną wstrząsnęło obrzydzenie, później fala śmiechu zakończona donośnym czknięciem. Dlaczego? Zobaczcie sami…
Napisane w Uncategorized | Tagi:, Umbrela, Vanilla Sky
Być w odpowiednim miejscu , w odpowiednim czasie.
Dziś przeglądając wykop.pl natknąłem się na niesamowite zdjęcie, które wykonał George Steinmetz. Według mnie coś takiego uchwycić, to dopiero sztuka. Czasami chciałbym tak wszystko zostawić, dla takiego bezkrwawego safari z aparatem. Dla niezorientowanych na pierwszym planie widać cienie wielbłądów, zdjęcie jest zrobione bezpośrednio z góry

Napisane w Uncategorized
Cells – The servant
Do pewnego czasu, żyłem w pewnej katatonii muzycznej, bez szczególnej uwagi słuchałem radia, nie poddawałem się fali energii, jaką teraz mam po wysłuchaniu co poniektórych kawałków. Są pewne utwory które potrafią ożywić najbardziej odrętwiałego trupa i zacząć nim bujać. Umieściłem je na stronie, i będę szukał takich perełek dalej by pokazać, że jest jeszcze wiele do posłuchania… Co można znaleźć jeszcze, może jakieś pomysły? Jeśli to ktoś czyta zapraszam do wykopywania takich perełek, bo warto, muzyka wszak uszlachetnia
Teraz nawet praca bez muzyki w tle jest dla mnie niemożliwa. Czasy się zmieniają, ludzie też powinni… umarł król, niech żyje król!
It’ll all click when the mortgage clears
All our fears will disappear
Now you go to bed
I’m staying here
I’ve got another level that I want to clear
My skin feels like orange peel
My eyes have been vacuum-sealed
My organs move like a squirm of eels
We should be more adventurous with our meals
They annoy me those who employ me
The could destroy me
The should enjoy me
We eat Chinese off our knees
And look for each other in the TV screen
The sun goes up and the sun goes down
I drag myself into the town
All I do I wanna to do with you
Everyday I’m at my desk
At my desk I’m like the rest
All I do I wanna do with you
On the city’s skin they move on mass
Like a rash on the back of a manky cat
Now in I go like a fool
I can’t resist dipping in the pool
I watch them watch me I watch them too
Across the street, across the room
I dress myself like a charcoal sketch
My eyes are brown and my hair’s a mess
They annoy me those who employ me
They could destroy me
They should enjoy me
We eat Chinese off our knees
And look for each other in the TV screen
The sun goes up the sun goes down
I drag myself into the town
All I do I wanna to do with you
Everyday I’m at my desk
At my desk I’m like the rest
All I do I wanna to do with you
The sun goes up ?
The cells I am at the moment will soon die
But I will be here
Oh I’ll still be here
The cells I am at the moment will soon die
But I will be here
Oh I’ll still be here
The sun goes up ?
Everyday, everyday, everyday